Skocz do zawartości
Nerwica.com

Nerwica Lękowa Co zrobić? Moja historia...część 2


LDR

Rekomendowane odpowiedzi

Witaj samfisher!

 

Z tego, co napisałeś, wynika, że jesteś odpowiedzialnym, pracowitym i rozsądnym człowiekiem. Potrafiłeś w młodym wieku wyjechać za granicę, zarobić pieniądze. Być może w pewnym momencie popełniłeś błąd, nie podjąłeś najlepszej dla siebie decyzji, ale któż nie popełnia błędów? Wszyscy je popełniamy i najważniejsze, by się na nich uczyć! Nie ma sensu nieustannie się dołować, że podjąłeś złą decyzję, że mogłeś inaczej. Być może to była lekcja dla Ciebie. Chodzi teraz o to, by zmotywować się do działania, jak dawniej, by wyznaczyć sobie cel i dążyć do niego małymi krokami. Przestań żyć przeszłością i myśleć o "raju utraconym". A jeśli nie radzisz sobie z lękami, miewasz silne stany lękowe, które uniemożliwiają Ci normalne funkcjonowanie, skonsultuj się z psychologiem albo psychiatrą. Pozdrawiam i życzę powodzenia!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wlasnie o to chodzi ze to nie dziala, zadna motywacja, kiedys tez pokonywalem samego siebie, wtedy doszedlem do etapu tego ze potrafilem sobie z wszystkim radzic, a mam wrazenie ze wrocilem do etapu w ktorym tego w ogole by nie bylo bo jest tak jak te pare lat wstecz. Wlasciwie jest ciezej, bo wiem co bylo, a teraz jest punkt 0, niema to zadnego znaczenia, tak jakby w glowie zostalo cos zbudowane, ale nie wplywa, nie zmienilo to nic w rzeczywistosci w ktorej zyje teraz.

Ostatnio potrafie tylko gadac, robic cos i nie dokanczac...chce cos zrobic, robie to jestem blisko i porzucam to bo sie boje porazki, kolejnej, zjada mnie presja otoczenia i nie potrafie sobie z tym poradzic, bo nie potrafie sobie radzic Sam jak kiedys.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wydaję mi się, że nie możesz zaakceptować tego, że popełniasz błędy...mam bardzo podobnie, dla mnie popełnienie błędu jest największą katastrofą na świecie i robię wszystko by tego uniknąć i w ten oto sposób nie zauważam podświadomych błędów, które rozwalają mi życie -,- Lęk przed tym, że straci się kontrolę nad swoim życiem...że niczego się już nie naprawi, że straci się to co ważne..wiem co czujesz.

 

Powiem Ci, że ja też żyję w przekonaniu, że muszę sobie sama radzić, bo nikt za mnie tego nie naprawi..aczkolwiek pewna granica się już wyczerpała, nie jestem wielu rzeczy świadoma, które sa przyczynami własnie tych lęków. Skorzystanie z pomocy jest jak najbardziej potrzebne

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kolejny miesiąc za nami, a ja mam (znowu... :evil: ) jakiś problem.

Polega on na tym, że w drugim tygodniu ferii złapała mnie niechęć do wszystkiego oraz totalny leń. To się oczywiście odbiło na mojej psychice i postrzeganiu moich uczuć względem do Mojego.

Albo może lepiej od początku. (Prawie) 3 tygodnie temu zaczęły się moje ferie. Pierwszy tydzień całkiem spokojny (pomijając akcję z matką), była tęsknota za Nim, potrzeba by był blisko mnie, przytulił itd., nawet sen o wspólnym zamieszkaniu - po którym obudziłam się ze smutkiem, bo to był tylko sen. Zdarzyło się to 2 razy pod rząd. Nawet to słynne kojarzenie ukochanej osoby z piosenką. Spotkanie (niestety raz na tydzień).

Drugi tydzień również zaczął się spokojnie. W czwartek urodziny znajomego. Nie należymy do par, które mają potrzebę obściskiwać się przy wszystkich - wolimy być dyskretni ;) ale potrzeba jednego całusa, przytulenia, czy nawet trzymania za rękę jednak była i to silna.

W piątek stało się coś, co zachwiało moją równowagę psychiczną. No właśnie - ten leń, niechęć do wszystkiego. A wszystko dzięki temu, że się nudziłam (na nudę właśnie działała ta niechęć).

Ni stąd ni zowąd pojawił się strach przed tym, że zaczynam się nudzić... związkiem i Nim. Strach oczywiście był tak silny, że reagowałam okropnym płaczem. Następnego dnia znowu się zobaczyliśmy. Na początku było ok, tylko później jak oglądaliśmy tv to te myśli wróciły z taką siłą, że się przy nim poryczałam. Przytulał mnie, uspokajał. Jak już było lepiej i zaczął się wygłupiać (co podchwyciłam) to zapomniałam o tym co było wcześniej. Po spotkaniu, jak wróciłam do domu te myśli powróciły. Zaczęłam się zwierzać przyjacielowi, który jednak ma dłuższy staż ze swoją kobietą, tylko nie wiedzieć czemu zaczęłam płakać podczas pisania mu o moim problemie. Ciekawe jest jeszcze to, że mimo tych obaw miewałam takie myśli jak "powinnam Mu coś podarować!", co też uczyniłam. Albo myśl o tym, żeby też coś zaprogramować (chłopak rozszerza informatykę). Po prostu zainteresować się tym.

W niedzielę już było nieco lżej, ale nadal ten problem się pojawiał. W poniedziałek doszedł kolejny objaw: lęk przed tym, że się odkocham. Zniknął lęk przed znudzeniem się. A jak go rano zobaczyłam (umówiłam się z nim żeby się zobaczyć po drodze. Chciałam po prostu sprawdzić moją reakcję na jego widok) to uśmiechnęłam się jak nigdy, a dzień na chwilę się rozpromienił - czyli na tyle, ile się wtedy z nim widziałam. To była raczej niekontrolowana reakcja :smile: Potem jak już się pożegnaliśmy to "szczęśliwa chwila zniknęła" a nastąpił spokój. Przez który, jak na złość, zaczęłam mieć obawy, że moje uczucie zniknęło.

Byłam z tym u psychologa. Wypytał mnie o objawy tego lęku, jaki był silny. Stwierdził, że to może, a nawet jest nerwica lękowa. Tym bardziej, że już wcześniej miałam problemy ze stresem, tylko wcześniej był silnie skupiony na moim zdrowiu. Teraz już mniej. Zdecydowanie mniej.

Poza tym. Jego zdaniem to trochę dziwne, że wtedy miałam takie odczucia w stosunku do niego, a tu znikąd pojawiają się takie myśli. Powoli (ale bardzo powoli) też zaczynam być przekonana, że to nerwica znowu się udziela. Kiedy patrzę na jego zdjęcie... to niby nic, ale jednak coś przykuwa moją uwagę. "Coś". A przymiotniki typu "piękny", "przystojny" wydaje się, że nie wystarczą. I sama Jego osoba, kiedy Go widzę, wydaje się być inna. Jak patrzę na kolegów, nawet na tych atrakcyjnych to i tak nie widzę w nich niczego, to co w Nim. A dzisiaj jeszcze podczas przeglądania starych wiadomości, jak zobaczyłam datę jednej z wiadomości (czyli nasz "oficjalny" dzień), to po przypomnieniu sobie jednego momentu uśmiechnęłam się od ucha do ucha i.. znowu płakałam :roll: poczułam się naprawdę dobrze. Tylko te myśli...

Nie wiem jak sobie z nimi poradzić. Nie chcę ich mieć. A sam motyw z zerwaniem nie chce mi przejść nawet przez myśl. Tak jakbym miała blokadę przed tym. Przyznam, że podczas pisania tego również ryczałam. :-|

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć, dawno mnie tu nie było, ponieważ z moją nerwicą radzę sobie o wiele lepiej. Jednak jak to w moim życiu bywa gdy coś mi dobrze idzie, zaraz coś innego musi się sypać.. Proszę o pomoc bo nie wiem jak mam sobie poradzić. To wszystko mnie przerasta.Tym razem nie chodzi o mnie a o mojego chłopaka, który już od paru miesięcy cierpi na nerwice!! co za ironia losu! ja borykam się ze swoją już 5 lat a tu nagle on też...jednak jego sytuacja jest beznadziejna. W dzień czasami zdarza się, że ma ataki paniki ale najgorzej jest w nocy gdy kładzie się do łóżka. Nie może spać, ma ataki (drętwieją mu kończyny, szybkie bicie serca, uczucie duszenia się) przez to zasypia dopiero o 5,6 czasami 7. Najgorsze jest to, że przez to śpi do późna, czasami nawet budzi się po 16, przez co zawala studia, nie pojawia się na zajęciach, wykładowcy ostatni semestr ledwo mu zaliczyli...co prawda egzaminy pisze bardzo dobrze ale ma pełno nieobecności!. Do psychiatry czy nawet psychologa nie pójdzie bo nawet ja (najbliższa mu osoba) z wielkim trudem wyciągam od niego informacje (wiadomo, to jest facet, a faceci nie lubią gadać o swoich słabościach). Nie mieszkam z moim chłopakiem więc nie mam możliwości budzenia go, jego rodzice wychodzą wcześnie do pracy więc nawet jak go obudzą o 7 to on zaraz znowu zasypia (czasami nawet nie pamięta, że ktoś go budził). Przez to wszystko mój chłopak od jakiegoś czasu zaczyna wycofywać się z życia towarzyskiego, już nie tak chętnie jak kiedyś spotyka się z naszymi znajomymi, a o wyjściu na imprezę w sumie można zapomnieć, bo nawet jak pójdziemy to ani ja ani on nie mamy z tego radości bo on źle się czuje. Próbuję go nauczyć tego samego co mnie moja terapeutka, żeby nie bać się ataków bo nic nam nie mogą zrobić, są po prostu nie przyjemne i tyle, ale moje tłumaczenia na nic się nie przydają.... już nie wiem jak mam mu pomóc, a przecież też sama mam nerwicę i codziennie muszę z nią walczyć, a co dopiero jeszcze pomagać drugiej znerwicowanej osobie... Czy ktoś też miał takie problemy ze wstawaniem, zasypianiem? jeśli tak to co Wam pomaga, a co szkodzi? proszę o pomoc :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie powiedziałabym, że robi bo nie raz widziałam jak miał atak. Widzę jak cierpi i to przeżywa. Jednak jest bardzo uparty i ma trudny charakter więc trudno jest w nim coś zmienić... na dodatek szybko się poddaje i straszny z niego pesymista. Miałam nadzieję, że znajdzie się tu osoba, który ma podobny problem albo taka, która zna osobę z podobnym i coś może mi doradzić :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Komoda2000 w nerwicy lękowej często towarzyszą takie natrętne różne myśli kompletnie niezgodne z nami ja już wiele razy takie miałam... np. " Nie kocham już albo gdy mam do pewnych spraw wielki szacunek np. do współżycia to pojawiały się myśli typu " pieprz mnie ". Nie wyobrażasz sobie jak wielki wstyd czułam, bo nie jestem z tych dziewczyn, które się nie szanują i które z takimi odzywkami wychodzą. Więc reagowałam na to różnymi reakcjami od złości po smutek, lęk, ale wiesz musiałam trochę spasować powiedzieć sobie : ej tak nie jest rzeczywiście to tylko moje myśli i wcale tak nie jest. Było ciężko, ale dopóki nie dasz sobie szansy i nie uświadomisz sobie tego, że to natręctwo jakieś paskudne to to będzie się nasilało....Czym bardziej tego nie chcesz tym będziesz miała tego więcej i częściej, masakra aż mi głupio teraz, no ale chciałam Ci pokazać, że nie jesteś sama, że nie tylko ty masz takie natręctwa :D głowa do góry !

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A ja nie uważam tego za lenistwo, bo widać, że chłopak ma problem ze sobą. Gdyby był leniwy to by chociaż na imprezę poszedł.

NaturalWonder ja na Twoim miejscu nie proponowałabym mu gotowych " pomocniczych metod " ponieważ na każdego działa coś innego. Rozmawiaj z nim dużo, daj mu poczucie wsparcia, próbuj delikatnie go namawiać do terapii, myślę że on sam jeśli poczuje, że go to przerasta zastanowi się nad tym i zda sprawę z tego, że to nie żaden wstyd. WIesz takim namawianiem człowiek odczuwa presję a wtedy dostajesz przeciwne rezultaty. Trzymaj się mocno

 

Ja mam ogromny problem ze wstawaniem. Wstawanie po spaniu jest dla mnie lada wyzwaniem. Muszę od nowa zawsze budować swoje myślenie. Zawsze z rana towarzyszy mi przytłoczenie negatywnymi myślami...brakiem chęci na cokolwiek, nie mam w oógle energii przez nerwicę. Co mogę polecić...no ja muszę się zmusić do wstawania jak już pójdę gdzieś i tam jestem to jest spoko, ale zanim dotrę, zanim wstanę, umyję się, ogarnę KOSMOS!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pocieszające, naprawdę :D

Próbuję się nastawić, że to tylko natręctwa i jakoś mi wychodzi. Już sporadycznie się pojawiają. Dzisiaj nie wiedzieć czemu jak patrzyłam na jego zdjęcie (dostałam od niego do portfela ;) ) to po chwili zrobiło mi się naprawdę smutno i łzy same mi ciekły, a do Niego napisałam, że mi Go brakuje.

Druga rzecz, która nadal odrobinę mnie niepokoi to ta, że czuję jakiś dziwny spokój. Może i przesadzam, ale jednak trochę to na mnie działa :shock: Możliwe, że to przez to, że często słyszę "bo to się po prostu czuje", a ja mogę to źle interpretować - jako że cały czas :roll:

Nie wiem, może miłość jednak w taki sposób się u mnie objawia. Wcześniej chodziłam smutna, z żałobną miną i, jak to niektórzy określali, wyrazem twarzy człowieka, który zaraz kogoś zabije :shock: A teraz często czuję spokój, zdarzyło się nawet uczucie szczęścia :D nie radość, ale szczęście, kiedy idę przez miasto/wieś to zdecydowanie częściej patrzę przed siebie (gdzie wcześniej praktycznie patrzyłam na ziemię i tylko sporadycznie spoglądałam przed siebie, żeby sprawdzić "sytuację" przede mną - mogłam na kogoś wpaść itd), bardziej dbam o siebie (wcześniej niechętnie przykładałam się do pielęgnacji skóry, twarzy - depresja nie pozwalała mi na to), a nawet zaczęłam siebie postrzegać jako osobę atrakcyjną. Znaczy, nie zaraz "o rany, jaka ja piękna" tylko raczej "w sumie to nie jest tak źle, nawet jestem ładna".

Może interpretuję to źle, może dobrze. Jak widać dopiero uczę się tego uczucia. ;)

 

-- 05 mar 2015, 21:24 --

 

Powiem szczerze, że czuję się nieco zagubiona :?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mi dał też dużo ten fakt, że zdałam sobie sprawę z tego, dojrzałam do miłości, że miłość to nie motyle i emocje tylko raczej stabilizacja, chęci, zaufanie, budowanie dzień po dniu. Dlatego przestałam się kompletnie przejmować i przestałam analizować " o myślę racjonalnie to na pewno już nie kocham " a to nie na tym polega przecież miłość ;)

 

Każdy wdłg mnie uczy się tego każdego dnia. Ja przez moją sytuację z dzieciństwa ( te nieszczęsne przyciąganie złego ) nauczyłam się tego, że miłość to tak naprawdę wybór. Ciesze się, że jesteś spokojniejsza :) tylko uważaj z tym, bo np. w moim przypadku ( kiedy będąc z osobą którą kocham mogłam zrobić wiele, robić wszelkie aktywności które lubię a niestety kiedy wszystko się skończyło ja stałam się znów tym ponurym człowiekiem, któremu nie chce się wstawać, któremu nie chce się wyjść na spacer, do siłowni, w relacjach nie bałam się ludzi, miałam więcej otwartości w sobie, wszystko niestety się zmieniło ) Mam nadzieję, że u Ciebie jest inaczej, że po 1wsze uda Ci się związek a po 2gie wszystko jest na porządku dziennym

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak już się radziłam znajomego i mi powiedział, że moja miłość prawdopodobnie dojrzewa to na początku to rozumiałam i się tym nie przejmowałam, aż tu nagle pojawił się strach i ryk bo "a co jeśli jednak moje uczucie powoli wygasa?". Tylko że... związek trwa 8 miesięcy. Nie chciałam czytać niczego w internecie, bo jak zawsze pewne informacje mogą się ze sobą nie łączyć i potem jest jeszcze większy stres ("a bo w tym artykule było tak, a w drugim inaczej i nie wiem co już jest prawdą"). I to trochę dziwne, że dopiero teraz zwracam na to uwagę, bo: na początku związku miewałam wątpliwości, czy to jest to czego chcę, a co jeśli nie wyjdzie itd; po miesiącu się uspokoiło i początkowo było tak, że nie miałam aż takiej dużej potrzeby, żeby cały czas z nim gadać, a jednak odpisywał od razu, no a kiedy pisał, że musi na jakąś chwilę zniknąć bo coś musi w domu zrobić czy coś to wtedy po prostu czekałam aż sam napisze, myślałam o nim, ale nie jakoś obsesyjnie, ale jednak często pojawiał się w mojej głowie. I nadal tak jest. Miewałam momenty, w których miałam ochotę mu coś podarować bez okazji, a jak szukałam czegoś na imieniny czy na święta to oczywiście szukałam czegoś naprawdę dobrego. Potem zaczęły się imprezy urodzinowe, z czym idzie moja zazdrość o niego, bo nie mogłam z nim jechać. Częściej z nim pisałam, znacznie częściej, jakbym się bała, że jeśli wtedy dałabym mu więcej przestrzeni, to znajdzie sobie inną. Towarzyszyły mi obawy, że pozna kogoś innego a mnie zostawi, albo byłam zazdrosna o to, że jakaś dziewczyna z nim tańczyła. Miałam prawo być zazdrosna, bo on jednak jest lubiany i ma świetny kontakt ze wszystkimi. A szlag mnie trafiał, gdy widziałam, jak mu się dobrze z innymi dziewczynami rozmawia :? potem zaczęły się obawy, że jak nie odpisywał przez dłuższy czas to zaraz oznaczało dla mnie "pewnie pisze z inną", "czy on się w tej chwili z kimś spotyka...?", "a co jeśli tak...?". W końcu wszystko przeszło i znowu zaczęłam odczuwać spokój. Znowu nie miałam aż takiej potrzeby, żeby go "pilnować", pisać z nim co minutę. Chociaż przyznam, że często się niecierpliwiłam, jak nie odpisywał. Jednak to przeszło. A teraz nagle znowu mam jakieś obawy "a co jeśli nie dojrzewam, tylko rzeczywiście przestaję kochać?". Wcześniej też odczuwałam spokój, ale nie miałam z tym problemu. I nie wiem co mam robić. Miłość niby piękna, a jednak przerażająca dla nowicjusza.

Tu patrzę na jego zdjęcie, dziwię się, bo tylko zdjęcie, a jednak przyciąga wzrok i wydaje się, że coś w sobie ma, a żadne pozytywne przymiotniki nie wystarczą, żeby opisać jego urodę, albo też zaraz czuję się gorzej. Jak powie, że spotkanie nie wypali to po chwili robi mi się smutno, nadal mówię o nim z przejęciem, czy uśmiechem, albo "chwalę" się tym, jak to się stało, że się zeszliśmy. Jak słyszę, bądź czytam wypowiedzi, gdzie zawarte są słowa typu "zależy nam na tej osobie", "kochamy ją" itd itp to zaczynam płakać. Praktycznie zachowuję się tak, jakbym była świeżo po zerwaniu. Ale w sensie on ze mną.

 

-- 05 mar 2015, 23:28 --

 

Co ciekawe, w środę jak mnie przytulił, to nawet nie zauważyłam kiedy wszystkie myśli zniknęły.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale początkowe wątpliwości są naturalne. Poznajemy siebie i zdajemy sobie sprawę z tego czy faktycznie ta osoba spełnia nasze, że tak powiem oczekiwania. To wychodzi dopiero z czasem. Wiesz nie możesz być zzdrosna, bo to Ciebie wybrał spośród całego świata i to Ty jesteś z nim a więc musisz być wyjątkowa :) Popracuj może trochę nad swoim poczuciem własnej wartości?

Ale właściwie czemu miałabyś przestać kochać, bo co? Bo nie myślisz o nim nadmiernie? Bo nie masz motyli w brzuchu? To nie jest wyznacznikiem miłości! Wydaję mi się, że po prostu nakręcasz sama siebie i masz te natręctwa myślowe, które nie dają Ci spokoju. Myślę, że to że go kochasz świadczy już o tym że jesteś z nim, że pragniesz jego przytulenia, obcowania z nim, chcesz mu sprawiać prezenty. Czyż to nie jest piękne?:) Ciesz się tym! Ja niestety nie zdążyłam...i też miałam kupę obaw a jak przyszło co do czego to był płacz i ryk, że nie wykorzystałam tego tak jak powinnam, że skupiałam się na stworzeniu sobie swoich własnych problemów, których nie było zamiast cieszyć się tym, że jest.... :why:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witajcie, mam dość nietypowy problem. Będę bardzo wdzięczna za pomoc, bo wierzę już tylko w internet.

 

Moja "przygoda" z nerwica i depresja trwa już 4 lata. Do tego mam wkrętkę, że umieram na różnego rodzaju groźne choroby (przechodziłam już ziarnicę złośliwą, teraz chyba znów wróciła; do tego ostatnio mam nieuleczalne choroby układu trawiennego i stwardnienie rozsiane, rzadką chorobę neurologiczną i różności). Uczęszczam na terapię (jeśli to można nazwać terapią - widzę się z psychologiem średnio raz na miesiąc, nie ma miejsc na NFZ), swego czasu brałam leki, ale niestety wątroba zaczęła szwankować i musiałam przestać [fluoksetyna]. Przestałam brać lekarstwa mniej więcej w listopadzie, od tamtej pory było wszystko ze mną w porządku aż do teraz. Znów wracają okropne myśli o śmierci, ogarnia mnie niemoc, w każdej chwili mogę się rozpłakać i nawet nie potrafię nad tym zapanować. Dziś, dla przykładu, rozpłakałam się w szkole na przerwie po tym jak kolega powiedział mi "cześć", dosłownie nie wiem dlaczego. Poszłam się wypłakać do toalety i mi przeszło. Ciągle czuję narastający lęk, jakby siekiera wisiała mi nad głową i niczym nie mogę pozbyć się tych myśli. Źle sypiam, źle się czuję i wyglądam, ciągle jestem zła i smutna na zmianę, no same skrajności.

Wraz z psychiatrą, psychologiem wydedukowaliśmy, że za bardzo wpływa na mnie otoczenie. W domu mam bałagan, 6 osób i nikt się do siebie nie odzywa od kilku lat (wiecie jakie to straszne, jak najukochańsze osoby dla mnie się nawzajem nienawidzą?), matka mojego chłopaka jest mega hermetyczna, nie chce tak jakby wpuścić mnie do rodziny (mimo, że leci piąty rok jak jesteśmy razem), ciągle pokazuje mi swoją wyższość a ja zwyczajnie czuje się przy niej gorsza. Kilka lat temu zaczęło mi się sypać zdrowie, bo ze strachu przed samotnością w nowej szkole schudłam 20kg w 3 miesiące (ważyłam 45 kg przy wzroście 170 cm), co było tylko równia pochyłą aby dalej psuć sobie organizm. No i mogłabym wymieniać w nieskończoność moje lęki i obawy, ale to nie ma najmniejszego sensu.

 

Dostałam jednak szansę od losu, aby się ustatkować i odciąć od zgniłego towarzystwa - trafiła mi się dobra praca.. za granicą.

No i tak się zastanawiam, jak ja mam sobie tam poradzić zupełnie SAMA, w obcym kraju, obcym środowisku z obcymi ludźmi tymbardziej, że mam problem porozumiewać się ze znajomymi.. Lęk jaki mnie ogarnia myśląc, że musze tam jechać jest nie do opisania, ale nie mam wyjścia - muszę zawalczyć. Ktoś może poradzić co zrobić aby dać sobie radę z niezłym bagażem emocjonalnym w całkiem nowym miejscu? Boję się, że mnie wyśmieją tam, nie będą lubić. Boję się, że dostanę ataku paniki w środku nocy i nikt nie przyjdzie, żeby przejść to ze mną (a mam te ataki dość często i nadal nie umiem ich opanować, co drugi atak kończy się na pogotowiu, bo boję się umrzeć). Rozłąka z moim chłopakiem to już w ogóle jest dla mnie coś kosmicznego, jestem od niego uzależniona a najgorsze jest to, że zdaje sobie z tego sprawę to nie mam ochoty z tym walczyć. Ktoś mógłby doradzić, pomóc choć troszeczkę jak sobie pomóc, jak się przygotować?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam wszystkich użytkowników,którzy odwiedzili mój "nowy wątek" być może z czystej ciekawości lub z chęci pomocy pomimo tego,że się nie znamy.Od czego zacząć pewnie najłatwiej byłoby od początku.Po pierwsze przepraszam za ewentualne błędy stylistyczne,które czasami popełniam.

-5 na oko lewe i prawe i dosyć często się ze mnie naśmiewano chociaż to nie moja wina,że mam "kreci wzrok" :smile: .Nie posiadam również zbyt wielu znajomych.Zawsze gdy np.na studiach szliśmy duża grupą do pubu czułem się dziwnie. Praktycznie nie potrafię rozmawiać z obcymi ludźmi z obawy,że powiem coś głupiego i wyjdę na idiotę chociaż z reguły i tak jestem przez resztę ignorowany.Czasami odnoszę wrażenie,że gdyby mnie zabrakło to nikt poza moją najbliższą rodziną nie zauważyłby tego.

 

PS> po prostu musiałem się gdzieś "wyżalić" :smile: .Dziękuję za ewentualne wsparcie....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Podobny wiek, skonczylam studia ale pracy w zawodzie nie moge znalezc. Mialam kilka rozmow, ale tak samo, wydaje mi sie ze sa inni, lepsi i ze nie zasluguje na dana posade. Znajomych tak samo raczej brak, zawsze bylam gdzies na doczepke. Moze i wiem, ze jakis znajomych moglabym znalezc jakbym sie postarala, ale czasem juz mi sie nie chce udawac weselszej, bardziej interesujacej wersji siebie. Tez czuje sie przegrana jakby nic dobrego nie mialo juz nastapic, jakby konczyla mi sie sila na czekanie. Rowniez boje sie zycia i... nie wiem co dalej. Musimy chyba jednak sie wspierac i probowac dalej COS robic, cokolwiek. Trzymam za Ciebie kciuki!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

sleepwalker :

Dlatego też zarejestrowałem się na tym forum,bo wiedziałem,że otrzymam jakieś wsparcie,poradę po to by powoli wychodzić "z dołka" z tej stagnacji żeby wrócić tak naprawdę do normalności. Jednak jak na razie dla mnie moje życie to jedno wielkie "deja-vu". Jednak cały czas mam nadzieję,że coś się zmieni. Również trzymam za Ciebie kciuki i mam nadzieję,że wyjdziesz na "prostą" i zaczniesz cieszyć się życiem :smile:

 

kotek em

 

Mam wrażenie,że powoli się do niego zbliżam.....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

NeverSurrender, Hej,

To nie Twoja wina ze nie mozesz znalesc pracy w PL, nie wmawiaj sobie jaki to jestes slaby. To BZDURA. Dam rade- jak najszybciej sie spakuj i wyjedz do pracy zagranice. Szkoda Twoich nerwow na ten kraj. W PL pracowalem za 462 zl !!!! miesiecznie na stacji paliw u jakiegos prywaciarza, do tego studiowalem. Rzucilem to wszystko ,spakowalem sie a tydzien pozniej juz bylem w UK. Moze zycie nie jest tutaj kolorowe ale problem pieniedzy a raczej ich brak nie powinien Tobie juz doskwierac, reszte rzeczy ogarniesz pozniej. Nie daj sie gnoic, ludzie zawsze znajda sobie ofiary. Mala rada- zacznij gnoic ludzi, a mamie powiedz ze za dobrze Ciebie wychowala. Dobre wychowanie to udreka takich jak my, w realnym swiecie nie mamy szans ze skurwysynstwem. Walcz , glowa do gory, naucz sie jezyka, pakuj i zapomnij o PL. To nie kraj do zycia.pzdr

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zgadzam się z przedmówcą :great: Jednak dla osoby która ma zaniżoną samoocenę wyjazd za granicę także stanowi wielką trudność. Ja na przykład skończyłem studia informatyczne a mam wrażenie że nadaję się tylko do kamieniołomów a i to niekoniecznie bo jestem raczej z tych szczupłych. NeverSurrender twoja historia jest dość podobna do mojej z tym, że ja mam 30 lat i ergofobie to dopiero kanał, w tym wieku to już powinienem coś osiągnąć a tu co.... nic...... strach.... strach i strach przed nowym miejscem, nowymi ludźmi nowymi obowiązkami będę się tak trząsł ze strachu jeszcze przez 40 lat później mnie pochowają takiego trzęsącego sie...... :? rewelacja.....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nikomu źle nie życzę, ale czasami świadomość tego, że nie jest się samemu z tą przeklętą nerwicą na świecie trochę pomaga! Choruje od liceum, teraz jestem na 4 roku studiów. W liceum bałam się, że coś mnie opęta. Przez 3 lata był spokój i powróciło, tylko w postaci hipochondrii a potem też doszedł lęk przed opętaniem.. Straszne męczarnie. Bałam się wstawać z łóżka bo nie opuszczała mnie myśl, że na pewno stracę przytomność. Od 3 miesięcy biorę antydepresanty (setaloft) i chodzę na terapię raz w tygodniu. Dzisiaj mam kryzys. Wypilam wczoraj dwa piwa, fatalnie się czuję, ciągle się boję, że coś mi się stanie. Czy ma ktoś podobne kacowe doświadczenia z antydepresantami? Nie wiem już czy to kac czy hipochondryczna wkręta... Nigdy więcej alkoholu do leków!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moze nie jestem najlepsza osoba zeby komus radzic, ale zawsze mi lepiej wychodzilo radzenie komus niz sobie :).

sleepwalker i NeverSurrender

Tak mi sie zdaje ze wasze problemy sa podobne (podobne nie tkaie same). Jesli nie planujecie odchodzic z tego swiata to macie dwa (+1) wybory:

1. byc nieszczesliwym i nic nie robic

2. wziac sie w garsc, poukladac sobie pewne sprawy, co moze wam pomoc, co mozecie zrobic zeby zmienic to jak jest, odsunac strach, zal, gorycz na bok ma zostac gniew i determinacja, bezwzgledna determinacja.

0. wziac sie w garsc w 70% i w 30% byc nieszczesliwym (ja mam takie podejscie ze te 30% z czasem zmieni sie w malutka liczbe, u mnie bylo od poczatku z moimi problemami ktore sie zaczely jakis czas temu kiedy wybuchlo 70/30 (wrocilem za granice) pozniej sie zmneijszylo do 0/100 (zostawilem w cholere dobra prace zagranica i wrocilem do rodzinnego domu, od tak), a pozniej po woli 20/80%...Teraz jest 70/30% bo trzeba zyc mimo nieszczescia, albo zakonczyc to, choc ja wychodze z zalozenia ze warto sprobowac (ponownie wyjechalem zupelnie do innego miejsca w tym samym kraju, i robie wszystko na nowo zeby nic mi nie wspominalo o przeszlosci, uwierzecie ze jest to zaczecie od kompletnego Zera).

 

ad 2

Musicie podwyzszyc swoja samoocene, nabrac pewnosci siebie.

Kolego zajmij sie sportem, podbuduj swoje cialo, schudnij/przytyj - zwiekszy sie twoja pewnosc siebie, ludzie zaczna cie szanowac, nie tylko za wyglad, ale takze za pasje ktora imponuje kazdemu, sam bedziesz sie lepiej czul, bedziesz potrafil ignorowac ludzi bo bedziesz mial swoj zyciowy Cel. Jak bede sie smiali to pokaz im ze po 2-3 miesiacach cos osiagnales i Widac bedzie golym okiem - ze masz to czego oni nie sa w stanie zdobyc bo nie maja jaj (mowa o silowni, sztukach walki). Bedzie to pierwszy krok.

Kolezanko moze byc z toba tak samo jak z kolega.

 

Kazdy dobry czlowiek bedzie mial problemy ze soba, bo nie potrafi sie dostosowac do tego zlego swiata, albo potrafi ale robi cos wbrew sobie. Niestety. Wspomniana zostala zagranica ze to wybawienia, dla niektorych tak, dla tych ktorzy chca przebolec, zyc monotonniej, ale spokojniej, ale takze dla tych co chca czegos wiecej moze to byc dobra alternatywa - studia, kursy i praca w danym kierunku (duze miasto jest do tego potrzebne). W kraju bylo by ok, gdyby kazdy nie chcial kazdego przekrecic (kto ma wiecej jest lepszy, a za granica teoretycznie ma - na kawe w starbucks - kazdy kto pracuje).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak ja bym chcial miec tylko kolatania serca i klucie w klatce piersiowej :) chyba kazdy z nas :) Nie chce cie straszyc ale u mnie byly takie poczatki ale olalem temat i ciagle bralem uzywki razem z lekami.Teraz tego zaluje ale nic nie poradze.Taka dobra rada ode mnie-NIE CPAJ bo to rujnuje zycie.Wypij sobie browara zamiast palic jakies swinstwa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

NeverSurrender, Hej,

To nie Twoja wina ze nie mozesz znalesc pracy w PL, nie wmawiaj sobie jaki to jestes slaby. To BZDURA. Dam rade- jak najszybciej sie spakuj i wyjedz do pracy zagranice. Szkoda Twoich nerwow na ten kraj. W PL pracowalem za 462 zl !!!! miesiecznie na stacji paliw u jakiegos prywaciarza, do tego studiowalem. Rzucilem to wszystko ,spakowalem sie a tydzien pozniej juz bylem w UK. Moze zycie nie jest tutaj kolorowe ale problem pieniedzy a raczej ich brak nie powinien Tobie juz doskwierac, reszte rzeczy ogarniesz pozniej. Nie daj sie gnoic, ludzie zawsze znajda sobie ofiary. Mala rada- zacznij gnoic ludzi, a mamie powiedz ze za dobrze Ciebie wychowala. Dobre wychowanie to udreka takich jak my, w realnym swiecie nie mamy szans ze skurwysynstwem. Walcz , glowa do gory, naucz sie jezyka, pakuj i zapomnij o PL. To nie kraj do zycia.pzdr

 

W bardzo dużej części zgadzam się z trym co napisałeś. Bycie dobrze wychowanym i bardzo grzecznym na pewno w dzisiejszym świecie nie pomaga.

 

Bo dziś niestety jak się ma dobre serce, to trzeba mieć twardą d...ę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×